Rozdział 2
Cz.1\2
"First kiss"
Cz.1\2
"First kiss"
-Ruszaj się ! czekam w bazie - wykrzyknął Allan opuszczając dom.Tak dziś sobota i mamy stawić się na kolejnej misji.Dziś mamy wielu nowych więc mam nadzieję że nie stanie się nam nic złego.W końcu większa ilość z nich będzie się bać,i nie wykluczone że ucieknie.
-Nie zanudzaj ich za długo ! - wykrzyknęłam zanim drzwi frontowe zostały zamknięte.Podeszłam do komody i wyjęłam z niej nóż i karabin.Zakładając karabin na plecy i nóż chowając do sakiewki,ruszyłam w dół po wielkich schodach.Przeciągając się po drodze ruszyłam do kuchni.Zgarnęłam jedynie kanapkę z talerza i w tym samym czasie zakładałam buty na nogi.
-Jeszcze nie na misji ? - zaśmiał się tata podchodząc do mnie.
-Zaspałam.....
-nie pierwszy raz - uśmiechnął się zaglądając do lodówki.
-Dziękuję za twoje wsparcie tato - uśmiechnęłam się złośliwie w jego stronę.
-Dalej nosisz tą kurtkę ? - kiwnął kłową w moją stronę.
-Tak,i nie zamierzam jej wymieniać - odgryzłam się.
-Dobra,dobra,teraz leć dzieciaku bo jeszcze twój brat wpakuje się w kolejne tarapaty - zaśmiał się.
-Pa ! - wrzasnęłam wybiegając z domu.
-HOPE CZEKAJ ! - krzyknął ktoś za mną.Odwróciłam się i zobaczyłam Pana Wilsona.
-Tak ? - zatrzymałam się w miejscu.
-Słyszałem że dziś idziecie na misję do opuszczonego centrum - odezwał się podchodząc do mnie.
-Jak,a o co chodzi ?! - Pan Wilson wie prawie wszystko.ALE JAK !?.
-Z kim w grupie jest mój syn ? - zapytał.
-Jason ? - kiwnął głową.Popatrzyłam na listę -Jak widzę to ze mną.- odparłam.
-Dzięki bogu będzie bezpieczny - uśmiechnął się i odszedł.Zaczęłam się śmiać i ruszyłam do bazy.
-A tobie co tak wesoło ? - zapytał Allan kiedy weszłam do środka.
-Spotkałam Pana Wilsona.Zapytał z kim jest w grupie Jason,powiedziałam że ze mną a on na to "Dzięki bogu będzie bezpieczny".Widzisz jednak ja jestem lepsza ! - zaczęłam się śmiać jeszcze bardziej.
-Jedna osoba tak uważa- burknął.
-Marzenie - omijając go ruszyłam do kabiny gdzie każdy się przygotowywał.
-Baczność - Allan wszedł do pomieszczenia.Wszyscy wstali i ustawili się w równym rzędzie.
-Teraz uważnie słuchać bo nie będziemy powtarzać - krzyknęłam.
Grupa B; Ja,Marco,Mary,Alex.- powiedział szybko Allan.-Za parę minut znajdziemy się w strefie zakażonej.Jeśli chcecie przeżyć musicie zabijać zakażonych,pamiętajcie oni już są martwi więc nie miejcie dla nich litości.Więc je---
-Normalnie drugi ojciec - westchnęłam.-Bez przeciągania idziemy.
-TAK JEST ! - krzyknęli wszyscy.
-Spocznij - wymamrotał Allan posyłając mi srogie spojrzenie.Po paru minutach omawiania planu i sprawdzeniu nas,znaleźliśmy się za bramą miasta.Tak więc ruszyliśmy.Grupa A szła po lewej stronie drogi a Grupa B po drugiej.Szliśmy ostrożnie i powoli aż nie dotarliśmy do parkingu.Allan pokazał mi sygnałami że mam iść na zwiady.Wywróciłam oczami .
Oczywiście to ja mam odwalać ciężką robotę.
-Miejcie oczy szeroko otwarte - szepnęłam do reszty i ruszyłam sama na przód.Przemknęłam przez parę zakażonych niezauważona.Kiedy dotarłam do szklanych drzwi spojrzałam przez nie.
Czyli w środku jest ich więcej.....
Jeden z zakażonych zauważył mnie.Parę razy wbiłam mu nóż w głowę więc padł.Chociaż było trudno.
Zapamiętać; Na następny raz zrobić sobie łuk i strzały.
Wróciłam szybko do Allana i reszty.
-Następnym razem ty idziesz na to gówno - burknęłam.
-Tak,tak - machnął ręką.
-Nawet nie wiesz jak dużo razy to słyszałam. - westchnęłam.-Ok,ok możemy się przedrzeć niezauważeni przez tych na parkingu ale w środku trzeba będzie użyć broni.
-Ilu ?
-Sporo gdzieś tak 20,ale może mniej - -mruknęłam.
-Dobra robota siostrzyczko - uśmiechnął się.
-No a jak - zaśmiałam się.Machnęłam ręką i ruszyliśmy do akcji.
Wbiegłam do Centrum i wyjmując broń zaczęłam strzelać jak reszta,w tym samym czasie Allan i jego grupa osłaniali tyły.W niecałą godzinę zaczęliśmy szukać i pakować produkty.Znalazłam w jednym sklepie sporo fajnych ubrań.M.in. czapkę którą od razu założyłam na głowę.
-I jak wyglądam - zrobiłam głupią minę odwracając się w stronę Shannon i Mary.
-Ładnie a ja ? - zapytała Shannon,pokazując piękne kolczyki z piór.
-Ale cudne gdzie je znalazłaś !? - zapiszczała Marry.
-Leżały na tamtym biurku - wskazała na ladę z kasą.Podeszłam bliżej i przejrzałam półki.
Pusto
-Dziewczyny ruszcie się nie ma całego dnia - krzyknął z dołu Allan.
-Nie gorączkuj się ! - odkrzyknęłam.Ruszyłyśmy powoli na dół.
-A wy na co się gapicie ? - wytknęła Shannon patrząc na Marco i Markusa.
-Nie....nic.....-odpowiedzieli równo odwracając wzrok.Gdziekolwiek się patrzyli........
Rozległy się głośne strzały.Odwracając się zobaczyłam bandytów.
-UCIEKAJCIE ZAJMĘ SIĘ NIMI ! - krzyknęłam wyciągając broń.
[...]
-Czego nie rozumiecie w zdaniu "Uciekajcie zajmę się nimi" ?! - syknęłam chodząc z kąta w kąt.
-Nie zostawię cię samej - westchnął Marco
-A ja nie zostawię tego idioty samego - wzruszył ramionami Markus siadając na jakimś krześle.
Kiedy pobiegłam w inną stronę to te matoły pobiegły za mną.Potem bandyci rzucili granat,więc nas zasypało.I nie możemy wyjść.Obecnie jesteśmy w jakimś starym sklepie z meblami.A mówiąc starym.....jest mały i ktoś zabrał sporo mebli.Zostało parę krzeseł,stół i sofa.
-Uwięziona z debilami - wymamrotałam siadając na sofie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz