wtorek, 10 czerwca 2014

Rozdział 2 część 2

Rozdział 2
Cz.2\2
"First kiss"

-Bez przesady nie jesteśmy przecież tacy źli -uśmiechnął się Marco.
-Ojej....dzięki to bardzo poprawiło mi humor - zmrużyłam na niego oczy.Wzruszył na mnie ramionami a następnie usiadł gdzieś obok.Marcus zaczął łazić po pokoju i rozglądać się dookoła.
-Możesz przestać to wkurzające - odezwałam się w końcu.
-Nudzi mi się - warknął opierając się o stół położony za nim.W końcu ruszył przed siebie i znowu zaczął się rozglądać.Walnęłam się w czoło.W końcu debil potknął się o jakieś stare deski i walnął mocno w ścianę.Prychnęłam pod nosem.
-Nic ci nie jest ? - spanikował Marco podbiegając do niego.
-Żyję.....o inny pokój - uśmiechnął się.Zaciekawiona wstałam i ruszyłam w ich stronę.Pokój był cały pusty.Bez okien....bez innego wyjścia.
-Moje gratulacje właśnie znalazłeś kolejny pokój.I do tego jest pusty - klasnęłam w ręce wracając do kanapy.Podwijając rękawy zaczęłam przesuwać ją do pustego pokoju.
-Co....tyy....-udało mi się usłyszeć Marcusa przez zgrzyty kanapy.
-Nie mam zamiaru spać z wami.A tym bardziej w jednym pokoju -syknęłam popychając ją mocniej aż nie uderzyła w ścianę.Położyłam się na kanapie plecami i zaczęłam patrzeć w sufit.
-Ej...Hope....śpisz ? - podniosłam głowę widząc uśmiechniętego Marco patrzącego na mnie z drugiego pokoju.
-Tak - odparłam prosto zamykając oczy.
-To dobranoc - odezwał się ponownie.
-Ta....branoc...-ziewnęłam przekręcając się na drugi bok.
***
-Słyszysz....co to może być ? -usłyszałam jeden głos.Należał on do Marco.Już po chwili usłyszałam potężne walenie w coś metalowego.Przecierając oczy podniosłam się i spojrzałam na dwóch matołów stojących jak słupy przy drzwiach.Burknęłam coś pod nosem a następnie wstałam i ruszyłam w ich stronę.Kiedy byłam już w ich pobliżu nie zdążyłam zareagować w czas.To co nas blokowało zniknęło w ułamku sekundy.....na ich miejscu pojawiło się coś czego chyba nikt z nas nie widział nigdy na oczy.Olbrzymi mutant...Jedno słowo :
"Okropny".
Zanim się zorientowałam stał już nade mną.Z jego ciała kapała jeszcze gorąca krew co świadczyło że niedawno kogoś zabił lub mocno poturbował.Kiedy zamachnął się żeby mnie uderzyć zamknęłam oczy zakrywając szybko twarz.Potem poczułam jedynie lekki wiatr a następnie zimną ziemię.Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam jedynie wiszącego nade mną Marco.Po chwili nachylił się łącząc nasze usta w nie za długim,słodkim pocałunku.Nie myśląc oddałam się chwili pogłębiając pocałunek.Kiedy miał się on bardziej rozkręcić Marco oderwał się ode mnie.A raczej ktoś go oderwał.Markus.Wtedy przypomniałam sobie o niebezpieczeństwie w jakim jesteśmy.Szybko wstając wybiegliśmy w ostatniej chwili.Po paru metrach szybkiego biegu dotarliśmy do bram "miasta".Od razu je otworzyli.Na szczęście w ostatniej chwili.Bestia odpuściła a my byliśmy bezpieczni.Na razie...Lecz trzeba być czujnym.To może być jedynie początek zagłady.Kiedy weszliśmy jako pierwszy podbiegł do mnie zapłakany Allan.Przytulił mnie z całych sił.
-Tak się bałem że już cię nie zobaczę - wyszło to bardziej jak pisk niż zwykłe mówienie.Wkurzona odepchnęłam go z całych sił przez co zachwiał się i prawie upadł na ziemię.
-Gdybyś był mądry....a tak nie jest....wróciłbyś mnie szukać.Przez to całe gówno spałam bojąc się że te dwa pedały mogą mi coś zrobić.-od razu Markus mi przerwał.
-Nie narzekałaś kiedy Marco uratował ci tyłek a potem.....-zaczął ale tym razem to ja mu przerwałam waląc go z pięści w lewy profil.
-ZAMKNIJ SIĘ TERAZ JA MÓWIĘ ! - wrzasnęłam.Następnie odwróciłam się z powrotem do Allana.-Zaatakował nas pieprzony mutant. ! - w końcu dokończyłam wyrzucając ręce w górę.
-ŻE CO ?! -zdziwił się.
-To coś było duże wręcz ogromne.Był jeden,ale....po prostu....nie wiem jak to opisać...no....był okropny.Wielki,gnił,krew leciała z prawie każdej części jego ciała...-westchnęłam w końcu.
-Wracajmy do domu siostra.Tata był załamany - zaśmiał się Allan łapiąc mnie za rękę a następnie ciągnąc w stronę domu.