Rozdział 1
Cz.2/2
"This Is The Apocalypse"
-dawaj - westchnęłam.
-ok, niedaleko północy w jakiejś fabryce wybuch pożar.Dostaliśmy informacje że było tam mnóstwo zakażonych.Oczywiście się spalili.Ale mamy też niepokojącą mnie informację -jęknął.
-czyli ? streszczaj się - burknęłam idąc przez miasto pełne ludzi.
-trochę zakażonych nie jest normalnych.
-rozwiń.
-no.......słyszałem że jeden był ogromny a drugi pluł jakąś dziwną żrącą substancją.-odpowiedział.
-Nie martw się na następnej misji pójdę to sprawdzić z moją grupą w trakcie kiedy ty będziesz się obijał i krzyczał na innych żeby pakowali ładunek - zaśmiałam się.
-no nie przeginaj ja też pakuje - warknął.
-ta chyba jedynie na siłowni.Próbujesz zaimponować jedynie dziewczyną.Na serio jesteś marnym żołnierzykiem który przy każdej okazji chowa się za mną.
-dobra koniec pa ! - wykrzyknął i się rozłączył.Po paru sekundach wybuchłam śmiechem.
[...]
-nienawidzę cię,nienawidzę taty,nienawidzę miasta,nienawidzę życia............-narzekałam przez całą drogę.Tata kazał mi i Allanowi zrobić parę rzeczy i przy okazji miałam odebrać kurtkę.Od czterech dni marznę,ponieważ miałam tylko tamtą a Helen nie miała czasu żeby ją zszyć.
-nie znosisz braciszka ? - powiedział Allan robiąc minę zbitego szczeniaczka.
-nigdy więcej nie mam zamiaru wychodzić z tobą na miasto - burknęłam.
-oj nie przesadzaj już tak bardzo.Przecież nikt cię tutaj nie pobije - zaśmiał się.
-nieważne co mamy zrobić ? -Allan zatrzymując się wyjął z kieszeni kartkę po czym zaczął.
-mamy powiadomić rekrutów którzy będą w naszych grupach żeby stawili się po jutrze w bazie.
-ok daj mi kopię ty pójdziesz tam - wskazałam w lewą stronę.
-czemu nie możemy iść razem ? - zapytał.
-bo idę jeszcze odebrać kurtkę pote...
-ok,ok tyle mi wystarczy nara ! -odwróciłam się i już prawdopodobnie był parę metrów ode mnie.Wywróciłam jedynie oczami i ruszyłam w stronę zakładu krawieckiego.Otworzyłam drzwi a u mojego boku od razu pojawiła się uśmiechnięta Madeline.
-HEJ ! - pisnęła.
-co jesteś taka wesoła.Ja zamarzam na kość od paru dni - podeszłam do lady gdzie przesiadywała jej babcia.
-Babcia zatrudniła tych nowych chłopaków.Jeden sprząta na zapleczu a drugi poszedł po dodatkowe igły do szycia - szepnęła mi do ucha.
-gratulację teraz masz co oglądać w pracy - uśmiechnęłam się.
-no i do tego nie nudzi mi się czekanie na ciebie - zaśmiała się.
-Proszę pani naprawiła pani moją kurtkę ? - zapytałam słodko.
-prawie skończyłam została mi tylko jedna dziura.Przykro mi nie mam czasu - westchnęła staruszka przeglądając jakieś dokumenty rozwalone na jej biurku.
-doszyję to sama mogę skorzystać z maszyn ? -zapytałam.
-tak spokojnie.
-Marcus rusz się i posprzątaj w piwnicy ! - wrzasnęła Madeline.Omijając chłopaka ruszyłam do maszyny.Kiedy chciałam usiąść na krześle ktoś je zabrał więc wylądowałam na ziemi.
-oj coś nie tak ? - zaśmiał się chłopak.
-jaki masz problem - syknęłam.
-dopiero co to czyściłem więc usuń plastikowy tyłek! - warknął .Bez wahania stałam i przywaliłam mu pięścią w mordę.Następnie spokojnie usiadłam przy maszynie i zaszyłam ostatnią dziurę.
-nie denerwuj mnie bo następnym razem możesz trafić do szpitala - zagroziłam.
-EJ HOPE MARCO PRZYSZEDŁ ! - wrzasnęła Madeline wchodząc do pomieszczenia.
-ty wylądujesz w szpitalu prędzej - odezwał się prawdopodobnie Markus.
-przepraszam koleś ale ona jest najlepszym żołnierzem w całym naszym mieście - chwaliła mnie.
-bo uwierzę - prychnął.
-jeśli nie chcesz to zapraszam w sobotę o 14:00 pod główną bazą.Macie się chłopaki stawić na waszą pierwszą misję.
-MY ?! - odpowiedzieli równocześnie.
-po pierwsze jesteście na liście.Po drugie jeśli będziecie się za bardzo bać w każdej chwili możecie się skulić i popłakać sobie w kibelku - zaśmiałam się.Zanim zdążyli odpowiedzieć machnęłam w ich stronę wychodząc z zakładu.
-nie znosisz braciszka ? - powiedział Allan robiąc minę zbitego szczeniaczka.
-nigdy więcej nie mam zamiaru wychodzić z tobą na miasto - burknęłam.
-oj nie przesadzaj już tak bardzo.Przecież nikt cię tutaj nie pobije - zaśmiał się.
-nieważne co mamy zrobić ? -Allan zatrzymując się wyjął z kieszeni kartkę po czym zaczął.
-mamy powiadomić rekrutów którzy będą w naszych grupach żeby stawili się po jutrze w bazie.
-ok daj mi kopię ty pójdziesz tam - wskazałam w lewą stronę.
-czemu nie możemy iść razem ? - zapytał.
-bo idę jeszcze odebrać kurtkę pote...
-ok,ok tyle mi wystarczy nara ! -odwróciłam się i już prawdopodobnie był parę metrów ode mnie.Wywróciłam jedynie oczami i ruszyłam w stronę zakładu krawieckiego.Otworzyłam drzwi a u mojego boku od razu pojawiła się uśmiechnięta Madeline.
-HEJ ! - pisnęła.
-co jesteś taka wesoła.Ja zamarzam na kość od paru dni - podeszłam do lady gdzie przesiadywała jej babcia.
-Babcia zatrudniła tych nowych chłopaków.Jeden sprząta na zapleczu a drugi poszedł po dodatkowe igły do szycia - szepnęła mi do ucha.
-gratulację teraz masz co oglądać w pracy - uśmiechnęłam się.
-no i do tego nie nudzi mi się czekanie na ciebie - zaśmiała się.
-Proszę pani naprawiła pani moją kurtkę ? - zapytałam słodko.
-prawie skończyłam została mi tylko jedna dziura.Przykro mi nie mam czasu - westchnęła staruszka przeglądając jakieś dokumenty rozwalone na jej biurku.
-doszyję to sama mogę skorzystać z maszyn ? -zapytałam.
-tak spokojnie.
-Marcus rusz się i posprzątaj w piwnicy ! - wrzasnęła Madeline.Omijając chłopaka ruszyłam do maszyny.Kiedy chciałam usiąść na krześle ktoś je zabrał więc wylądowałam na ziemi.
-oj coś nie tak ? - zaśmiał się chłopak.
-jaki masz problem - syknęłam.
-dopiero co to czyściłem więc usuń plastikowy tyłek! - warknął .Bez wahania stałam i przywaliłam mu pięścią w mordę.Następnie spokojnie usiadłam przy maszynie i zaszyłam ostatnią dziurę.
-nie denerwuj mnie bo następnym razem możesz trafić do szpitala - zagroziłam.
-EJ HOPE MARCO PRZYSZEDŁ ! - wrzasnęła Madeline wchodząc do pomieszczenia.
-ty wylądujesz w szpitalu prędzej - odezwał się prawdopodobnie Markus.
-przepraszam koleś ale ona jest najlepszym żołnierzem w całym naszym mieście - chwaliła mnie.
-bo uwierzę - prychnął.
-jeśli nie chcesz to zapraszam w sobotę o 14:00 pod główną bazą.Macie się chłopaki stawić na waszą pierwszą misję.
-MY ?! - odpowiedzieli równocześnie.
-po pierwsze jesteście na liście.Po drugie jeśli będziecie się za bardzo bać w każdej chwili możecie się skulić i popłakać sobie w kibelku - zaśmiałam się.Zanim zdążyli odpowiedzieć machnęłam w ich stronę wychodząc z zakładu.
***
Teraz tylko przespać noc i zacząć się szykować na sobotę......
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz